Bitwa pod Nową Wsią – bitwa stoczona 19 lutego 1831 roku w czasie powstania listopadowego między wojskami polskimi a rosyjskimi, zakończona zwycięstwem wojsk polskich. 260px|right Tło historyczne Już w grudniu 1830 wybitni polscy sztabowcy Wojciech Chrzanowski, Ignacy Prądzyński i Dezydery Chłapowski wysuwali plany operacji obronno-zaczepnych. Prądzyński i Chrzanowski proponowali stoczenie na bliskich lub dalszych przedpolach stolicy walnej bitwy. Najbardziej ofensywny w swoich planach Chłapowski proponował przenieść działania wojenne na Wołyń, oddzielić siły rosyjskie zgrupowane na północy (korpus Dybicza) od idących z Ukrainy i wkroczyć na Litwę. Podobne koncepcje zgłaszali: Piotr Szembek, Henryk Dembiński, Roman Sołtyk i Józef Dwernicki. Plany te zostały odrzucone przez dyktatora powstania Józefa Chłopickiego, który widział jeszcze możliwość porozumienia z cesarzem Mikołajem I Romanowem. Józef Dwernicki przewidywał, że Dybicz nie ograniczy się do ataku tylko od strony Brześcia Litewskiego, ale że Warszawa zagrożona będzie też od południa.
Sytuację zmieniło dopiero odejście Chłopickiego. Michał Radziwiłł zgodził się na realizację planu Ignacego Prądzyńskiego zakładającego wysłanie na Wołyń silnego oddziału partyzanckiego i sprowokowania tam wystąpienia zbrojnego miejscowej ludności. Dowódcą oddziału został mianowany Józef Dwernicki.
Wcześniej jednak zaobserwowano niepokojące działania zgrupowania Dybicza i próbę obejścia prawego skrzydła polskiego na szosie brzeskiej brygadą jazdy generała Fiodora Gejsmara. W odpowiedzi zorganizowany został mały korpusik pod wodzą Dwernickiego, który w sile 14 szwadronów jazdy, trzech batalionów piechoty oraz 6 dział przeszedł 10 lutego Wisłę. Szukając styczności z nieprzyjacielem, Dwernicki odszedł w kierunku Łukowa i starł się z Rosjanami pod Stoczkiem. Po spektakularnym zwycięstwie został jednak został zawrócony na lewy brzeg Wisły. 18 lutego Dwernicki otrzymał rozkaz zwalczania korpusu gen. Cypriana Kreutza, którego niespodziewne pojawienie się tam wywołało niemałą panikę. Był to bowiem teren uznawany za bezpieczny. W Radomskiem znajdowały się magazyny żywności i pasz, a na Sandomierszczyźnie znajdowały się zakłady produkujące broń i amunicję.
Przebieg bitwy Naczelny Wódz powstania listopadowego gen. dyw. Michał Radziwiłł za pośrednictwem gen. Stanisława Klickiego wydał rozkaz generałowi dyw. Józefowi Dwernickiemu przekroczenia Wisły wraz z dowodzonym przez niego korpusem. Przeprawa przez Wisłę z prawego na lewy brzeg odbyła się pod Górą Kalwarią 17 lutego. Korpus gen. Dwernickiego liczył około 6 000 żołnierzy i 12 dział. 18 lutego korpus odpoczywał ze względu na zmęczenie koni. 19 lutego Dwernicki skoncentrował swoje oddziały w Mniszewie i podporządkował sobie, zgodnie z otrzymanymi rozkazami, brygadę generała Jana Kantego Juliana Sierawskiego. Brygada gen. bryg. Sierawskiego liczyła około 2500 żołnierzy i 4 działa. Były to oddziały, które cofnęły się z Lubelszczyzny i Sandomierszczyzny. Zadaniem korpusu gen. Dwernickiego była osłona Warszawy od południa, stoczenie walki z korpusem rosyjskim gen. Kreutza, a następnie połączenie się z armią główną pod Warszawą. Wartość bojowa jednostek polskich była niska. Trzonem korpusu gen. Dwernickiego były jednostki jazdy składające się z trzecich dywizjonów „starych“ pułków jazdy, a część składała się z szwadronów jazdy ochotniczej (krakusów). Piechota była wyłącznie z nielicznych czwartych batalionów pułków „starych“ i w większości nowo formowanych pułków piechoty. W skład brygady gen. Sierawskiego wchodzili żołnierze z półregularnych batalionów strzelców. Część nie była dostatecznie wyekwipowana, a część nie miała doświadczenia bojowego. Trzecie dywizjony jazdy i czwarte bataliony w piechocie były głównie sformowane z żołnierzy już biorących udział w bitwie pod Stoczkiem. Mimo że oddziały Dwernickiego przybyły do miasteczka nad ranem, wkrótce po ogłoszeniu postoju zarządzono ponowny wymarsz.
Z Mniszewa Dwernicki skierował się na Ryczywół, gdzie dotarł tego samego dnia około godziny czternastej. Przebycie tej drogi wymagało naprawienia dwóch mostów. Korpus Dwernickiego pokonał – w zależności od koncentrującego się oddziału – od 20 do 40 kilometrów. Zdaniem Tomasza Strzeżka Dwernicki prawdopodobnie nie zamierzał staczać walki, ale jedynie zająć dogodne pozycje wyjściowe. Dlatego też pozwolił odejść na południe awangardzie Sierawskiego. Z kolei Kreutz również nie spodziewał się, że może zostać zaatakowany, na co wskazuje zbyt wielkie oddalenie jego awangardy od głównych sił oraz brak rozpoznania co do sił Dwernickiego.
Tomasz Strzeżek ocenił, że teren nie sprzyjał działaniom zaczepnym. Panowało zimno i gołoledź. Pod wsią były świeżo karczowane i zaorane polany niedogodne do ruchu kawalerii; teren przyszłych walk ograniczony był rowem, groblą i trzęsawiskami. W pobliżu przebiegały co prawda dwa szlaki, ale jeden z nich był w budowie; most był drewniany, przez jednego ze świadków oceniany jako lichy.
Naprzeciw sił polskich stała awangarda Kreutza. Stanowiło ją 6 szwadronów dragonów pułku księcia Aleksandra Wirtemberskiego z jego dowódcą pułkownikiem Szyllingiem, to jest około 750–900 szabel, 3 sotnie kozaków Pułku Dońskiego Choperskiego − około 260 szabel i 6 dział artylerii konnej Roty nr 28 – około 114 artylerzystów. Całością dowodził dowódca roty, podpułkownik Paweł Iwanowicz Butowicz. Pozostałe siły – około 1500 kawalerzystów i 14 dział – Kreutz umieścił w Kozienicach. Oddziały zgrupowane w Kozienicach nie wzięły udziału w walce, gdyż opady śniegu i silny wiatr południowy sprawiały, że nie usłyszano nie tylko karabinów, ale i huku dział. W walce nie mogły wziąć też udziału oddziały, które Kreutz wysłał do zajęcia Radomia.
W rejonie Nowej Wsi oddziały Sierawskiego – biali krakusi Rzuchowskiego – starli się z patrolami kozackimi. Dwernicki rzucił im na pomoc 3 dywizjony ułanów z 1, 2 i 3 pułku (około 900 kawalerzystów), zakazał Rzuchowskiemu kontynuacji walki i wydał dyspozycje śpiesznego marszu oddziałom zgromadzonym w Ryczywole. Tenże chciał jednak okryć swoich podkomendnych chwałą i wbrew rozkazowi rzucił ich do walki – jak się okazało, wprost na bardzo dobrze rozstawione rosyjskie armaty strzelające kartaczami. Dwernicki cierpliwie czekał na własną piechotę i artylerię, oddając inicjatywę kontratakującym Rosjanom. Co prawda kontrataki okazały się nieskuteczne, ale Rosjanie strzelali jednak celnie ogniem kartaczowym, blokując wejście do walki podchodzących sił polskich i licząc na pomoc głównych sił Kreutza. Ta jednak nie nadchodziła, gdyż w Kozienicach odgłosów walki nie słyszano. Dopiero kłęby dymu zaalarmowały rosyjskiego generała, który na pomoc wysłał 4 szwadrony dragonów (około 600 szabel) i 2 działa z 28 roty konnej pod ogólnym dowództwem swojego szefa sztabu gen. Iwana Dellingshausena. Jednocześnie jednak część oddziałów odesłał do obrony pokaźnego taboru.
Pod Nową Wieś dotarły i oddziały polskie, w tym dywizjon 2 pułku ułanów, bataliony piechoty (w tym kosynierzy i pikinierzy) i działa Frölicha. Kolejne natarcie Rzuchowskiego również nie powiodło się i krakusi ponownie ponieśli ciężkie straty. Gdy 5 szwadron 1 pułku ułanów (majora Lisickiego) dołączył do 6 szwadronu 3 pułku ułanów (majora Wierzchlejskiego) padł rozkaz natarcia na rosyjskie działa. Rosyjski historyk Aleksandr Puzyriewski, w oparciu o relacje świadków, opisał szarżę polską, która ruszyła kłusem, słowami – „niepodobna było nie zachwycać się tą szarżą”. Polacy zdobyli wszystkie działa i ujęli rannego Butowicza. Nie udał się natomiast pościg krakusów za dragonami. Ci uporządkowali szyk i silnie kontratakowali. Cofający się krakusi popsuli szyk bojowy rozwijającym się do szarży polskim szaserom z 5 pułku. Strzelcy konni wycofali się, a kontratak rosyjski odbił dwa działa. Rosyjskich dragonów zaatakowali polscy ułani, którzy – mimo wydanego przez swojego dowódcę rozkazu odwrotu – za zachętą kapitana Lewińskiego, który to zachowywał się na czele szyku jak gdyby „na paradzie na Saskim placu”, uderzyli na Rosjan. Lewiński cofnął się dopiero na widok przybywających na plac boju nowych oddziałów nieprzyjaciela. Na pole bitwy zdążył nawet Dellingshausen z dwoma działami. Walkę przerwał nadchodzący zmrok. Rosjanie spodziewali się, że Polacy wznowią bój kolejnego dnia, ale Dwernicki zarządził odwrót swoich wojsk.
Według Edmunda Calliera oddziały rosyjskie zostały pobite. Jego zdaniem Rosjanie utracili co najmniej 200 zabitych i rannych, trzy działa i czterdziestu jeden jeńców z podpułkownikiem Butowinem (faktycznie: Butowiczem). Straty polskie jego zdaniem były małe. Tomasz Strzeżek podaje, że urzędowy polski raport wymienił 28 zabitych, 20 rannych i 15 wziętych do niewoli.
Z ofiar bitwy po stronie polskiej znane jest nazwisko kadeta Janowskiego, który zmarł z ran w Warszawie. Ranni byli: mjr Wierzchlejski, który otrzymał lekką ranę w nogę od ognia kartaczowego oraz por. krakusów Hipolit Grabkowski, który stracił nogę. Ranny w rękę był adiutant Dwernickiego ppor. Sierawski (syn generała), a kontuzjowany Adam Linowski. Z kolei raport rosyjski wskazywał na straty po stronie własnej w postaci 2 dział, 57 zabitych i 35 rannych, a po stronie polskiej 400 zabitych i 105 jeńców. Butowicz został w marcu tego samego roku wymieniony za wziętego do niewoli polskiego oficera.
Według Calliera w walce odznaczyli się: generał Sierawski, pułkownik Błędowski, porucznicy: Frejlich (faktycznie: Frölich), Nyko i Grotkowski.
Konsekwencje Zdaniem Tomasza Strzeżka, trudno wskazać zwycięzcę bitwy. Dwernicki podkreślał utrzymanie placu boju, ale nie osiągnął celu jakim było zajęcia Nowej Wsi – punktu dogodnego do działań następnego dnia i w perspektywie rozbicia zgrupowania Kreutza. Co więcej, Dwernicki nie ścigał Kreutza, gdyż zbyt łatwo uwierzył w błędne doniesienia generała Kazimierza Dziekońskiego, że jakiś nowy oddział rosyjski przeszedł Wisłę. Zamiast wysłać podjazdy do sprawdzenia tych wieści, stracił kilka dni na niepotrzebny marsz całością sił w górę rzeki, a przekonawszy się, że nieprzyjaciela tam nie ma, podążył pod Kozienice, skąd już jednak nieprzyjaciel odszedł.
Leon Dembowski poddaje krytyce działalność Rosjan, zwracając uwagę na zaangażowanie zbyt dużych sił między Uściługiem a Łosośną, a także brak współdziałania pomiędzy operującymi tam jednostkami. Zauważa również, że korpus Szachowskiego był zbyt oddalony od głównych sił rosyjskich, a przy właściwym planowaniu ze strony polskiej, mógł zostać łatwo zniszczony. Jego zdaniem zarówno Geismar, jak i Kreutz niepotrzebnie przyjmowali bitwy, mimo że mogli bez przeszkód połączyć siły nie angażując się w niepotrzebne walki. Poddaje też krytyce działania polskie. Jego zdaniem należało prowadzić więcej działań manewrowych, pozostawić pod Warszawą mniejsze siły i uderzyć na odosobnione rosyjskie korpusy. Jego zdaniem bitwa pod Nową Wsią, choć nie krwawa, zmusiła jednak Kreutza do porzucenia lewego brzegu Wisły. Ściganie Kreutza (m.in. pod Nową Wsią) wywołało natomiast ten negatywny skutek, że sił Dwernickiego zabrakło pod Grochowem.
Uwagi
Przypisy
Bibliografia
Nową Wsią, bitwa pod