Promienie N – hipotetyczne promieniowanie, które miało rzekomo zwiększać jasność słabych źródeł światła i być emitowane m.in. przez Słońce, palniki gazowe oraz różne ciała, np. metale i aparaturę wytwarzającą promieniowanie rentgenowskie. Ich odkrycie zostało ogłoszone w 1903 roku przez francuskiego fizyka, profesora Uniwersytetu w Nancy, , członka korespondenta Francuskiej Akademii Nauk. Nazwa pochodzi od pierwszej litery Nancy – miasta, w którym Blondlot prowadził badania.

Istnienie promieni N początkowo potwierdziło wielu innych uczonych, jednak doświadczeń prowadzonych poza Francją nie udawało się powtórzyć. W 1904 roku amerykański fizyk wykazał podczas wizyty w laboratorium Blondlota, że obserwowany efekt jest złudzeniem, a promienie N nie istnieją. Sprawa promieni N bywa dziś przywoływana jako klasyczny przykład nauki patologicznej – popełnionego w dobrej wierze błędu badawczego, w którym oczekiwania obserwatorów i subiektywna ocena bardzo słabych efektów świetlnych wzięły górę nad obiektywną kontrolą wyniku.

mały|Ryciny z pracy Blondlota o fotograficznej rejestracji rzekomego działania promieni N na małą iskrę elektryczną

Tło W ostatnich latach XIX wieku fizyka doświadczalna przeżywała serię przełomowych odkryć: Wilhelm Röntgen odkrył promienie X (1895), Henri Becquerel – promieniotwórczość (1896), a J.J. Thomson – elektrony (1897). W środowisku naukowym panowało wówczas przekonanie, że wkrótce zostaną odkryte kolejne, nieznane rodzaje promieniowania. Doniesienie Blondlota spotkało się więc z dużym zainteresowaniem.

Rejestracja Rejestracja tych promieni miała polegać na subiektywnej obserwacji niewielkich zmian jasności płytki pokrytej siarczkiem wapnia. Innym deklarowanym sposobem rejestracji było zwiększenie się jasności płomienia palnika, gdy padało nań promieniowanie N.

Właściwości Promieniowanie N miało odmienne właściwości niż inne znane wówczas rodzaje promieniowania. Można było je kumulować i przechowywać. Z łatwością miało przenikać przez wiele materiałów, m.in. cienkie przesłony i papier, natomiast – według różnych opisów – było pochłaniane przez wodę, mokry papier, kilkucentymetrową warstwę soli kuchennej oraz platynę. Płaskie metalowe przedmioty (np. pilnik) miały zdolność wzmacniania promieni N. Dzięki takim przedmiotom można było, według ówczesnych badaczy tych promieni, dostrzec nieuzbrojonym okiem szczegóły otoczenia oświetlone tym promieniowaniem.

Według Blondlota promienie te miały charakter falowy i mogły różnić się długością fali i współczynnikiem załamania. Dowodzić tego miał eksperyment z użyciem aluminiowych soczewek i aluminiowego pryzmatu rozszczepiającego promieniowanie na poszczególne linie widmowe.

Historia dalszych badań Po ogłoszeniu swojego odkrycia Blondlot kontynuował badania nad promieniami N, dowodząc, że istnieje również inne promieniowanie, które nie wzmacnia, a osłabia jasność świecenia przedmiotów. Wreszcie trzecia odmiana tego promieniowania (emitowanego przez pewne ciecze i metale) miała oddziaływać z polem grawitacyjnym – zachowywała się jak strumień cząstek obdarzonych masą.

Badania te kontynuował profesor medycyny Augustin Charpentier, również z Nancy. Według tego uczonego promienie N emitowało również ludzkie ciało (nerwy i mięśnie), również po śmierci. Miały one nie tylko wzmacniać zmysł wzroku, ale również działanie innych telereceptorów.

Także , syn Henriego Becquerela, zajmował się badaniem promieni N. Twierdził m.in., że emisję promieni z metali można osłabiać działaniem substancji znieczulających, takich jak eter, chloroform lub spirytus.

W latach 1903–1906 ukazało się niemal 300 publikacji dotyczących promieni N. Najwięcej było autorstwa Charpentiera i Blondlota. Autorami prawie wszystkich prac byli Francuzi, poza nielicznymi tekstami autorów spoza Francji.

Weryfikacja Eksperymenty prowadzone w innych laboratoriach, poza Francją, nie potwierdzały rezultatów uzyskiwanych przez Blondlota i innych francuskich uczonych. Efekt ten próbowano tłumaczyć w ten sposób, że Niemcy mają stępione zmysły przez nadużywanie piwa, a Anglicy przez mgłę. Nie dowierzając tym tłumaczeniom, amerykański fizyk Robert W. Wood wybrał się do Nancy, aby na miejscu sprawdzić wyniki. W zacienionym laboratorium niepostrzeżenie modyfikował aparaturę: raz usunął kluczowy aluminiowy pryzmat, który miał rozszczepiać promieniowanie, innym razem podmienił metalowy pilnik rzekomo emitujący promienie N na nieaktywny kawałek drewna. Mimo to eksperymentatorzy wciąż zgłaszali te same obserwacje, choć układ nie mógł już ich wywołać. Pokazało to, że relacjonowane efekty zależały od oczekiwań obserwatorów, a nie od stanu aparatury. Opublikowanie przez niego wniosków z obserwacji w Nancy przyczyniło się do szybkiego odrzucenia hipotezy promieni N przez międzynarodową społeczność naukową. We Francji reakcja była jednak początkowo mniej jednoznaczna: część wpływowych uczonych nadal ufała autorytetowi Blondlota, podczas gdy inni coraz mocniej domagali się doświadczeń bardziej obiektywnych i reprodukowalnych.

Postawa Blondlota Mimo kompromitacji, pod koniec 1904 roku – już po opublikowaniu raportu Wooda – Francuska Akademia Nauk przyznała Blondlotowi prestiżową nagrodę Leconte’a (50 000 franków). W ostatniej chwili zmieniono jednak jej uzasadnienie: zamiast „za odkrycie promieni N” miała ona honorować „całokształt pracy naukowej”. Sam Blondlot nigdy nie pogodził się z porażką – do końca życia wierzył w realność promieni N i prowadził nad nimi badania.

Znaczenie Sprawa promieni N jest w literaturze historii nauki omawiana jako przykład błędu eksperymentalnego wzmacnianego przez oczekiwania obserwatorów, prestiż odkrywcy i subiektywną ocenę bardzo słabych efektów świetlnych. Analizy późniejszych historyków i socjologów nauki podkreślają, że problem nie sprowadzał się do prostej mistyfikacji: wielu badaczy działało w dobrej wierze, ale stosowało procedury, które nie dawały niezależnej, ślepej ani ilościowej kontroli wyniku. Do utrwalenia się błędu przyczynił się również kontekst narodowy: w atmosferze francusko-niemieckiej rywalizacji obrona „francuskiego” odkrycia, dorównującego promieniom X odkrytym przez Niemca Wilhelma Röntgena, bywała traktowana jako kwestia narodowego prestiżu.

Epizod ten bywa zestawiany z innymi przypadkami nauki patologicznej i służy jako ostrzeżenie przed nadmiernym zaufaniem do niepowtarzalnych obserwacji, zwłaszcza wtedy, gdy wynik zależy od interpretacji obserwatora, a nie od pomiaru odpornego na zmianę układu eksperymentalnego.

Zobacz też nauka patologiczna błąd poznawczy pseudonauka

Przypisy „Phys. Zeitschrift”, 5, 1904, s. 789. Andrzej K. Wróblewski, Prawda i mity w fizyce, wyd. 2, Ossolineum, 1987, s. 38–41.

Linki zewnętrzne

Sprawa promieni N

Kategoria:Przestarzałe koncepcje fizyczne Kategoria:Historia fizyki