Oddział „Wiklina” AK – oddział partyzancki Okręgu Lublin AK.

Historia W okupowanej przez Niemców Polsce pojawiły się ok. 1940 roku specjalne grupy bojowe przeznaczone do bezpośrednich akcji zbrojnych, znane powszechnie pod nazwą Kedywu. Dowódcą naczelnym Kedywu w kraju był gen. Emil Fieldorf „Nil”. Na Zamojszczyźnie powyższe oddziały początkowo przyjęły miano oddziałów szturmowych, a od sierpnia 1941 r. Oddziałów Dywersji Bojowej. Pod koniec 1941 r. w obwodzie zamojskim funkcjonowało siedem plutonów dywersji bojowej:

Zamość Szczebrzeszyn Zwierzyniec Krasnobród Udrycze Łabunie Kotlice

Wspomniany siódmy pluton, zorganizowany w rejonie gminy Kotlice, początkowo przyjął kryptonim „Orlik”, zmieniony po wsypie „Wismana”/”Rusta” na kryptonim „Wiklina”. Pierwsze litery kryptonimów odpowiadały pierwszym literom stron świata, licząc od Zamościa, w których te plutony były usytuowane, a więc „Orlik” od niemieckiego słowa „Osten” – wschód, a „Wiklina” od polskiego słowa wschód.

thumb|250px|Obszar działania oddziału Pluton „Orlik” – „Wiklina” był związany ściśle z wioskami Kotlice, Honiatycze, Kazimierówka, Kolonia Dub i okolicznymi przysiółkami. Wchodziły one w skład gmin Kotlice i Tyszowce powiat Zamość.

W czerwcu 1940 ukrywający się na terenach mjr Antoni Dulęba skontaktował kpr. pchr. Wacława Kliszcza z dowództwem ZWZ Obwodu Tomaszów Lubelski, które powierzyło mu utworzenie na tym terenie plutonu szturmowego o kryptonimie „Orlik”. Dowódcą plutonu został kpr. pchr. Wacław Kliszcz „Wicher”, zastępcą d-cy plutonu kpr. Edmund Płoński „Lis”, zaś dowódcami poszczególnych sekcji zostali mianowani: kpr. Józef Kaczoruk „Kiwi” (Kazimierówka), kpr. Alfred Thor „Albin” (Kolonia Dub i Kotlice), plut. Ignacy Bajwoluk „Tur” (Honiatycze).

Dowódcom sekcji nakazano przyjmować do swoich drużyn tylko ludzi pewnych, karnych, zdecydowanych na wszystko. Do sekcji należało wciągać po parę osób, gdyż dowództwu nie zależało na liczbie, lecz jakości członków, których obowiązywać miała ścisła konspiracja. W rezultacie skład pierwotnych sekcji przedstawiał się następująco:

sekcja – d-ca Józef Kaczoruk „Kiwi”, st. strz. Hipolit Kuropatnicki „Jastrząb”, st. strz. Roman Bajwoluk „Brzost”, strz. Edward Dubiel „Przepiórka”, strz. Stanisław Nabożny „Marynarz”. sekcja – d-ca Alfred Thor „Albin”, strz. Antoni Kapusta „Lechita”, strz. Stefan Sobiński „Dołęga”, strz. Jan Dubel „Sowa”, strz. Jan Sawicki „Niezgoda”. sekcja – d-ca plut. Ignacy Bajwoluk „Tur”, kpr. Józef Grzeszczuk „Skała”, st. strz. Feliks Furman „Skowronek”, strz. Zygmunt Niedźwiedź „Chytry”, strz. Witold Hryniewiecki „Tułacz”.

W tym czasie, kiedy tworzył się pluton szturmowy, na tym terenie działała wydzielona komórka bojówki. Głównym jej zadaniem było rejestrowanie chłopów zdolnych do noszenia broni, którzy w przypadku wybuchu powstania zbrojnego na Lubelszczyźnie ruszyliby do boju. Działał w niej jedynie aktyw bojówki, który między innymi otrzymał rozkaz pomagania plutonowi szturmowemu, jeśli zajdzie potrzeba.

Nowo powstały pluton szturmowy „Orlik” był słabo uzbrojony. Brak było broni, amunicji i materiałów wybuchowych, ponadto odczuwało się braki w wyszkoleniu żołnierzy, którzy znaleźli się w zupełnie innych warunkach, niż w regularnym wojsku. Należało również zorganizować sprawną łączność, służbę wywiadowczą oraz służbę informacyjną. Poza tym obowiązywało przestrzeganie ścisłej konspiracji, gdyż poza najeźdźcą trzeba było wzmóc czujność przed ludnością ukraińską, która w Honiatyczach stanowiła 1/3 mieszkańców wioski. Z tego powodu rok 1940 poświęcono gromadzeniu broni. Zwożono ją głównie z miejsc, w których wojsko polskie przed kapitulacją zakopywało swoje uzbrojenie. Za niektórą trzeba było płacić horrendalne kwoty, jak na przykład za karabin maszynowy oddawało się parę koni. W opuszczonej cegielni koło Kolonii Dub zainstalowano aparat radiowy i z nasłuchu zapisywano interesujące wiadomości z frontu, kraju i ze świata. Dostarczano je do powielenia na poczcie w Kotlicach. Wydrukowane gazetki przekazywano do dowódców sekcji do rozpowszechniania. W tym okresie dowódca „Wicher” zorganizował łączność z obwodem oraz sąsiednimi plutonami szturmowymi, jak również komórkę wywiadowczą.

W 1941 nadszedł upragniony czas na akcje ćwiczebne i dywersyjne. Początkowo były one sporadyczne i nieśmiałe. Ograniczały się do przeprowadzania przez „Wichra” niespodziewanych, nocnych zbiórek i ćwiczeń, przy zachowaniu szczególnej ostrożności przed „granatową” policją, która kwaterowała w Kotlicach oraz przed szpiclami, których Niemcy wysyłali w teren. Szkolenie to pozwalało członkom dywersji przyzwyczaić się do wychodzenia na zewnątrz z bronią, oswajania się z niezapowiedzianymi marszami i współdziałania z towarzyszami broni.

Na wiosnę 1941 rozpoczął się na terenie „Orlika” tajemniczy ruch wojsk niemieckich. W tempie przyspieszonym budowano lotnisko polowe w pobliżu Kolonii Dub. Wreszcie w połowie czerwca na ukończone lotnisko zaczęły zlatywać samoloty. Poza tym na szosach prowadzących na wschód pojawiły się większe ilości pojazdów wojskowych (do granicy z Sowietami było ok. 20 km). Mniej więcej w tym okresie zaszła konieczność wykonania wyroków na kilku zdrajcach, którzy mieli na sumieniu śmierć Polaków podczas kampanii wrześniowej. Wyrok ten wykonywali dowódcy Oddziałów Szturmowych obwodu zamojskiego, doborowa trójka: „Rust”, „Jemioła” (Jan Turowski), i „Wenda” (Stanisław Gumowski). Do pomocy wyznaczono paru żołnierzy z „Orlika”. W wyniku akcji dwóch zdrajców zostało rannych, jednak po dojściu do zdrowia opuścili teren. Ponieważ stan broni na to pozwalał, pluton „Orlik” przyjął w 1941 roku ośmiu nowych żołnierzy, w tym brata „Tułacza” – Ryszarda Hryniewieckiego „Boksera”. Pod koniec roku stan plutonu wynosił 25 ludzi.

22 czerwca 1941 r. Niemcy w realizując Plan Barbarossa rozpoczęli działania wojenne, tym razem skierowane przeciwko ZSRR. Front coraz bardziej oddalał się od Bugu. W pobliżu plutonu „Orlik” zakwaterował dowódca zamojskich oddziałów szturmowych „Rust” wraz z „Wendą”. Pluton „Orlik” otrzymał zadanie łączności ww. dowódców z pozostałymi plutonami szturmowymi z obwodu Zamość.

Na początku grudnia 1941 roku „Rust”, „Wenda” i „Kropka” (Józef Zalejski) wyjechali do Warszawy. Niestety nie był im pisany powrót w tym składzie. Zamojszczyznę dotknęła nowa plaga, otóż okupant niemiecki z całą energią przygotowywał się do spełnienia programu Hitlera wyrażanego w książce „Mein Kampf”, to jest zdobywania „przestrzeni życiowej” na wschodzie. W myśl założeń Hitlera, mieszkańcy ziem, które staną się zdobyczą Niemiec, będą musieli opuścić swe terytoria, a ich miejsca zajmą volksdeutsche i reichsdeutsche sprowadzeni z różnych stron Europy (krajów bałtyckich, Besarabii, Rumunii, Jugosławii i innych). Po zajęciu ziem polskich Hitler mianował Himmlera (szefa Gestapo) komisarzem Rzeszy do spraw wzmocnienia niemczyzny. Himmler wytypował Zamojszczyznę jako obszar eksperymentalny wysiedlania ludności polskiej w ramach generalnego planu wschodniego. Aby przyspieszyć akcję germanizacyjną, Niemcy sprowadzili na tereny zamieszkane przez gospodarzy o niemieckim brzmieniu nazwiska, nauczycieli niemieckich i przedszkolanki i zakładali tam szkoły oraz „kindergarteny”. Sytuacja stała się niebezpieczna, gdyż dość dużo mieszkańców o niemieckim brzmieniu nazwisk poczęło ze strachu podpisywać volkslisty. Początkowo ta akcja była prowadzona na ogół dobrowolnie, bez przymusu. Ludzie, którzy odmówili przyjęcia obywatelstwa niemieckiego, musieli liczyć się z pogorszeniem warunków materialnych. Później Niemcy zaczęli stosować wobec oponentów przemoc fizyczną, łącznie z utratą życia.

W ramach walk z akcją zniemczania terenu, pluton Armii Krajowej „Orlik” otrzymał zadanie zlikwidowania szkoły niemieckiej w Antoniówce koło Komarowa. Akcja ta została przeprowadzona 19 kwietnia 1942. Oddział „Orlika” wtargnął do szkoły, w której odbywało się spotkanie volksdeutschów. Po krótkim starciu żołnierze polscy, wyciągali ukrywających się volksdeutschów, którym wlepiono należną partię batów. Polacy zdobyli jeden karabin i pas z amunicją. Podczas akcji zostało rannych 4 Niemców. Następnego dnia wywiad doniósł, że niemiecki nauczyciel opuścił wioskę. Tymczasem „Rust” ze swą paczką zupełnie niepotrzebnie wplątali się w awanturę w warszawskim lokalu nur fur Deutsche. Doszło do wymiany strzałów z niemieckimi lotnikami, w wyniku, czego zginęło trzech Niemców. Szturmowcom udało się opuścić lokal. Przeprowadzającym śledztwo gestapowcom udało się jednak odnaleźć rikszarzy, którzy odwozili nocą Polaków i w ten sposób sprawców zajścia wkrótce aresztowano. Na śledztwie „Rust” przyznał się, że jest działaczem podziemnym. Wkrótce nadeszły wiadomości o aresztowaniach wśród znajomych „Rusta” w Warszawie i Zamojszczyźnie (około 30 osób). Ponieważ zaistniała obawa, że „Rust” mógł dostarczyć gestapowcom listę członków „Orlika”, zmieniono kryptonim plutonu na „Wiklina”, również niektórzy szturmowcy zmienili pseudonimy, jak np. „Wicher” na „Bogdan”, „Kiwi” na „Ryszard”, „Albin” na „Zych”. Okazało się jednak, że „Rust” nie zdemaskował plutonu „Orlik”, ponieważ na tym terenie mieszkała jego żona „Magda” (nie chciał jej narażać na zemstę konspiratorów).

W połowie 1942 roku wywiadowi Armii Krajowej udało się zdobyć plan wysiedlenia Zamojszczyzny, dzięki czemu społeczeństwo polskie zostało poinformowane o zamiarach Niemców. Akcja wysiedleń rozpoczęła się w nocy z 27 na 28 listopada 1942. Od tej daty oddziały SS i żandarmerii każdego dnia otaczały kilka wiosek i przystępowały do tragicznej akcji. Budzono przerażoną ludność, kazano ubierać się i gromadzić na wyznaczonym placu. Każdy mógł zabrać ze sobą jedynie podręczny bagaż. Na placu następowała pierwsza segregacja. Nieliczna część mieszkańców pozostawała we wsi w charakterze siły roboczej u nowych, nasiedlonych właścicieli. Resztę wywożono do pojenieckich baraków koło Zamościa. Do opustoszałych domostw, które nie zdążyły jeszcze zatracić śladów swych gospodarzy przywożono innymi drogami nasiedleńców volksdeutschów. O nowych zbrodniach niemieckich została zaalarmowana cała Polska. Pierwszego dnia okupant zaskoczył ludność osady Skierbieszów i sporo jej mieszkańców wywiózł „za druty”, jednak w następnych dniach Polacy mieli się na baczności nie dali zaskoczyć się, wcześniej opuszczając swe domostwa. Niemniej sporo ludności odtransportowano do punktu zbornego w Zamościu, przeważnie kobiety z dziećmi oraz starców. W barakach następowała dalsza segregacja. Wytypowano ludzi na wyjazd do Niemiec na roboty, a część skierowano do obozów koncentracyjnych. Najgorsze było odbieranie matkom dzieci (od lat dwóch do dwunastu). Załadowywano je do wagonów i wraz ze starcami wywożono w nieznane, później okazało się, że w okolice Siedlec. Wiele dzieci zmarło podczas transportu, gdyż panowały wtedy mrozy.

Do marca 1943 wysiedlono Polaków ze 116 wsi Zamojszczyzny. Potem nastąpiła przerwa na pewien czas, ale już w lecie 1943 roku, Niemcy pod pretekstem „zwalczania band” wznowili na szeroką skalę akcję pacyfikacyjno-wysiedleńczą „Wehrwolf”. W czasie tej akcji strzelano do ludzi, palono domy, wrzucając do nich mieszkańców, a nawet rzucano bomby i ostrzeliwano z samolotów uciekającą ludność(w Sochach). W lecie 1943 wysiedlono 171 wiosek. Łącznie od listopada do sierpnia 1943 r. Niemcy wysiedlili 297 wsi i około 110 tys. mieszkańców, co stanowiło 31% liczby Polaków zamieszkałych na Zamojszczyźnie.

Tragiczne wysiedlenia zmobilizowały oddziały dywersyjne i partyzanckie. Zamojszczyzna stała się polem bitwy, prowadząc walki na wszystkich frontach i w różnych formach do końca okupacji. Oddziały polskie przystąpiły do niszczenia i palenia wsi z nasiedlonymi kolonistami niemieckimi, mnożyły się akcje dywersyjne na linie kolejowe, mosty, drogi, wieże ciśnień, utrudniając okupantowi dostawy sprzętu zbrojeniowego na front wschodni. Niszczenie tartaków, zakładów przemysłowych, mleczarni doprowadziło do zachwiania podstaw gospodarki niemieckiej na Zamojszczyźnie.