W ten sposób Maigret chce sprowokować zabójcę do ujawnienia się. Na ulice Paryża wysyła policjantki, podobne do kobiet, na które polował zabójca. Po przeanalizowaniu charakterystyki i życia ofiar, komisarz odkrywa, że wszystkie mają podobną sylwetkę – kobiety te były niskie, dość pulchne, szerokie w biodrach. Jego zdanie podziela słynny psychiatra. Obydwaj panowie twierdzą, że morderstwa mają podłoże psychiczne. Policjantki czekają do zmierzchu i spacerują po najmniej zaludnionych uliczkach. Cała dzielnica, ulice, hotele, mieszkania zostają obstawione przez policjantów udających cywilów. Komisarz Maigret porusza się cywilnym autem. Akcja udaje się połowicznie – morderca atakuje, policjantce udaje się wybronić, jednak sprawca ucieka. Kobieta zapamiętuje jego twarz, a w jej ręce zostaje urwany guzik wraz z kawałkiem materiału. Ponieważ guzik nie był fabrycznej produkcji na większą skalę, a materiał wysokiej jakości, śledczy szybko odkrywają, kto zamówił garnitur z tych materiałów. Po odnalezieniu zostaje on odwieziony na komisariat, a później aresztowany.