Ich głównym argumentem było to, że skóra, na której był spisany tekst, nie mogłaby przetrwać tylu lat.

Szapira twierdził, że o zwoju po raz pierwszy usłyszał pięć lat przed jego ujawnieniem. W 1878 roku podczas pobytu w miejscowości Abu Dis, w domu szejka Mahmuda al Arakta miał okazję porozmawiać z kilkoma Beduinami. Jeden z nich powiedział mu, że kilkanaście lat wcześniej grupa osób z miejscowego plemienia szukając schronienia przed władzami osmańskimi ukryła się w jaskini nad rzeką Wadi al-Maudżib. Odnaleźli tam kilka starych dywanów, w których – jak sądzili – jest złoto. Jednak zamiast kosztowności dywany zawierały poczerniałe fragmenty skóry pokryte niezrozumiałym dla nich pismem. Porzucili więc znalezisko, jednak jeden z nich wrócił później do jaskini i zabrał manuskrypty, które sprzedał z zyskiem. Sceptyczny wobec tej historii Szapira chciał zobaczyć kilka z nich, by przekonać się, czy opowieść mężczyzny jest prawdziwa, jednak spotkał się z odmową. Według Beduinów tego typu rzeczy miały dawać błogosławieństwo okolicy, w której je odkryto, więc osoba, która przekazywała je Europejczykowi, skazywała się na wygnanie ze swojego ludu, gdyż pozbawiała swój kraj błogosławieństwa na rzecz innego. Szapira postanowił, że mimo wszystko spróbuje przekonać właściciela, by sprzedał mu rękopisy.