Jedną z form działań obu stron podczas powstania arabskiego było atakowanie szlaków komunikacyjnych i środków publicznego transportu. Część z tych operacji nie była sprawnie koordynowana i wynikała głównie z chęci odwetu za wydarzenia mające miejsce w okolicy. Nieopodal Rosz Pina znajdowała się arabska wieś Jaouni. Oddział Bejtaru podejrzewał, że w tej wiosce mieszkają sprawcy ataku na Żydów i gwałtu na kobiecie, którzy podróżowali drogą do Safedu. 21 kwietnia 1938 roku wraz z dwoma kolegami z Bejtaru postanowili dokonać odwetu na własną rękę. W wyniku zasadzki ostrzelali arabski autobus, jednak granat Ben Josefa okazał się niewybuchem. Niedługo po ataku policja aresztowała całą trójkę. Podczas aresztowania mieli powiedzieć: Spełniliśmy nasz czyn, gdyż chcemy, aby nas powieszono. Chcemy, aby nasza śmierć poruszyła młodzież żydowską, aby młodzież żydowska poszła w góry, naszym śladem i naszą drogą.

W trakcie procesu Szalom Zurabin nie został uznany za winnego wszystkich zarzutów, a Awrahamowi Szejnowi początkową karę śmierci zamieniono na dożywocie, ponieważ z Polski dostarczono dokumenty potwierdzające, że nie miał ukończonych 18 lat życia.