Następnie był organizatorem polskich pozycji tamże (polscy obrońcy w tym miejscu byli określani jako bemacy) i objął komendę placówki na roku ulic Bema i Janowskiej, po czym skutecznie odpierał ataki Ukraińców w czasie najcięższych walk 4 listopada. Następnie objął komendę nad oddziałem operującym na ulicy Janowskiej i chroniącym magazyn na rogu Bema i Janowskiej. 5 listopada mając zaledwie pięciu ludzi, dokonał skutecznego kontrataku na pluton ukraiński, przejmując karabin maszynowy. Wieczorem 5 listopada dowodził oddziałem, skierowanym przez por. Jerzego Schwarzenberg-Czernego, atakującym koszary Ferdynanda przy ulicy Gródeckiej. Atakującym lewym skrzydłem Polakom kierowanych przez ppor. Kułakowskiego udało się wtargnąć na teren koszar, objąć stajnie oraz zająć magazyny sanitarny i garnizonowy, jednak nie utrzymali go wskutek nieporozumienia, jako że następnie zostali oni ostrzeliwani przez oddział z placówki Jur ogniem z ciężkich karabinów maszynowych. W wyniku bratniego ostrzału 6 listopada został rany w brzuch. Żołnierze przenieśli go do Zgromadzenia Sióstr Felicjanek przy ul. Janowskiej. Zmarł w wyniku odniesionych ran następnego dnia – 7 listopada 1918 w szpitalu na Politechnice we Lwowie. Według relacji umierał z uśmiechem na ustach oraz szczęśliwy, że walczył za Polskę.