Fabuła Flora de Barral, córka znanego finansisty, musi radzić sobie sama w życiu po śmierci matki i uwięzieniu ojca, który trafił za kratki po bankructwie stworzonych przez siebie instytucji oszczędnościowych. Główne przeszkody, z którymi musi sobie radzić młoda kobieta, to chcący ją wykorzystać ludzie. Począwszy od chciwej guwernantki, przez terroryzującą ją przyjaciółkę feministkę oraz narzeczonego, a potem męża Rodericka. Nawet uwolniony w końcu ojciec także przysparza jej kłopotów. Conrad kreśli tu bezkompromisową wizją relacji międzyludzkich. Większość osób, na które napotyka w swym życiu Flora przyczyniają się do spustoszenia jej duszy, a pozornie pozytywne zabiegi przeradzają się w swoje przeciwieństwa: miłość zamienia się w tyranię, a przyzwoitość w głupotę.

Narratorem jest tu, jak w wielu innych utworach Conrada, jego alter ego – Charles Marlow.

Recepcja Conrad nie był pewien wartości swego utworu, w różnych listach wypowiadał się o powieści niepewnie, pisząc, że: „bardzo się waha co do wartości” (list do Ottoline Morrell), „nie wierzy w to, co pisze” i „nie ma świadomości dobrej roboty” (list do Madoksa Forda), „Conrad napisał długą i głupią powieść” (list do Henri Ghéona).