Przestaje być chłopem, ale nie staje się pełnoprawnym, drapieżnym mieszczaninem (pospiesznym człowiekiem teraźniejszości), rzuconym w miasto będące epicentrum rozkładu i w oderwany od ziemi kapitalizm.
Przesłanie Hamsun uważał za wartościową wyłącznie pracę na roli. Praca miała dla niego sens, gdy harmonijnie współgrała z naturą. Upatrywał piękna i nadziei dla ludzkości w jej powrocie do naturalnego trybu życia i zachowaniu szacunku do otoczenia. Pochwałę wiejskiego życia wyraził ustami wiecznego wędrowca, Geisslera, pochodzącego z rodu pionierów, odkrywców i eksperymentatorów. Ci, którzy przyszli po nim byli już zupełnie inni, efemeryczni i gwałtowni: Mój syn jest błyskawicą, która jest właściwie niczym, błyśnięciem bezużytecznym, on może zajmować się handlem. Syn mój jest typem człowieka naszych czasów, wierzy święcie w to, czego dzisiejsze czasy go nauczyły, czego nauczył go Żyd i Jankes. Cywilizację przemysłową Hamsun uważał za pęd w nicość i wyścig prowadzący do klęski. Ze zrozumienia tego narodzić może się tylko lęk, rozpacz i protest. Cywilizacja miejska rodzi według niego tylko tęsknotę za pustymi wartościami, których uosobieniem jest wszystko, co amerykańskie.