W rezultacie zniszczone zostały trzy radiowozy, a stacja benzynowa uległa podpaleniu. Podczas strzelaniny rannych zostało sześciu milicjantów i trzech cywilów, którzy przez przypadek znaleźli się na miejscu zdarzenia.
Po opuszczeniu samochodów bojownicy Prawego Sektora ukryli się w pobliskim lesie, gdzie podjęli próbę obrony. Dwóch z nich zginęło, a czterech zostało rannych. Inny deputowany do Rady Najwyższej i jeden z najbardziej wpływowych ludzi na Zakarpaciu Wiktor Bałoha próbował tam z nimi negocjować. Później donoszono, że to on finansował zakarpacki Prawy Sektor. Według Bałohi, otoczeni bojownicy przedstawili dwa warunki przerwania walki: sam lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz musi nakazać im złożenie broni; zostaną natychmiast wysłani do Kijowa, do siedziby głównej SBU.
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zażądał niezwłocznego ukarania tych, którzy „rozpoczęli wojnę w spokojnym mieście”. Tego samego dnia Prokuratura Generalna Ukrainy powołała specjalną, międzyresortową grupę do zbadania incydentu, a następnie wszczęła postępowanie karne na podstawie art. 255 § 1 „Tworzenie organizacji przestępczych” oraz art.