Po eksplozji pożar objął beczki z kwasem pikrynowym, zgromadzone w drugim magazynie, które eksplodowały.

Śmierć na miejscu katastrofy poniósł wartownik, kanonier Józef Wawro, a ciężkich obrażeń ciała doznał dowódca warty, kapral Jan Nierząd (obaj z 6 Pułku Artylerii Polowej). Kilku żołnierzy, którzy z narażeniem życia zdołali usunąć część beczek z kwasem pikrynowym, odniosło lżejsze obrażenia. Ogólna liczba rannych wyniosła 486 osób, z których 130 opatrzono, a 356 hospitalizowano, w tym 115 dzieci. Ciężkich obrażeń ciała doznało 35 osób, w tym 12 dzieci. Większość poszkodowanych odniosła obrażenia oczu od odłamków szklanych. Poza tym poszukiwano 80 dzieci z zakładu chorych na jaglicę w Witkowicach, które rozbiegły się po eksplozji. W czasie katastrofy przebywało tam na leczeniu 400 dziewcząt. Dzieci ewakuowano z zachowaniem niezbędnego reżimu sanitarnego. Jak podawał „Czas” stare baraki, położone „o dwadzieścia kilka kroków” od prochowni, w których zakwaterowane były dziewczęta, uległy zupełnemu zniszczeniu.. Rzeczywisty dystans wynosił ponad 200 m, ale drewniane baraki zostały zupełnie zniszczone, a dzieci tymczasowo zamieszkały w wojskowych koszarach przy ulicy Lubicz.