W tym czasie w Sanoku rozpoczął działanie oddział pionierów z Przemyśla w sile około 20 ludzi (dzień wcześniej operujący w Trepczy), który przy pomocy pontonu i łodzi prowadził ewakuację ludności z zalanych domów. Po rekwizycji ze strony starosty sanockiego Antoniego Pogłodowskiego po południu 6 kwietnia przyjechała pociągiem z Przemyśla do Sanoka druga kompania pionierów (z trzema oficerami), która prowadziła akcję ratunkową i podkładała miny pod zatory lodowe. Do zalanych domostw tratwami i czółnami dowożono mieszkańcom żywność. Także po południu woda zaczęła ponownie przybierać, nadchodziły masy kry przemieszanej z belkami. W związku z tym zagrożony zniszczeniem był most pod św. Janem, który mimo naporu żywiołu ocalał. Donoszono, że 6 kwietnia poziom brzegu Sanu wynosił 6 m zaś woda rozlana poza koryto rzeki zajęła połacie na przestrzeni kilku kilometrów. Tego dnia zalane zostały także tereny w położonym wyżej Zagórzu, a także most kolejowy w Załużu.