Podróż z Jawy na Haruku odbywała się w bardzo ciężkich warunkach. Jeńcy, których stłoczono w ładowniach dwóch statków, cierpieli na skutek ścisku, zaduchu i złego wyżywienia. Pod byle pretekstem bito ich lub kopano. Wszyscy przeżyli podróż, wielu jednak zachorowało lub dotarło na Haruku w stanie wycieńczenia. Już podczas rejsu odnotowano pierwsze przypadki dyzenterii.
W momencie przybycia jeńców obóz nadal znajdował się w fazie budowy. Znajdowały się tam tylko dwie niewykończone chaty, pozbawione ścian i pokryte przeciekającymi dachami. Funkcję latryn pełniły rowy wykopane w ziemi. Sytuację pogarszał fakt, że obóz ulokowano na podmokłym terenie. Jeńcy wspominali, że musieli brodzić w błocie, które sięgało im do kostek. Jako że jenieckie chaty były pozbawione podłóg, jeńcy – nie wyłączając pacjentów obozowego szpitala – musieli spać na matach, które błyskawicznie nasiąkały wodą. W chatach zdołano zresztą ulokować jedynie około 200 żołnierzy, pozostali musieli przez pewien czas sypiać pod gołym niebem, na podmokłym gruncie. W tych warunkach było niemożliwym odizolowanie chorych na dyzenterię. Obozową kuchnię udało się uruchomić dopiero 9 maja.