Linie rodowe osób czarnoskórych miały wykluczać uczestnictwo w przymierzach z Bogiem poprzez swój brak związku z Abrahamem oraz pochodzenie od Chama, syna Noego.
Ta sama logika, mieszająca fizyczne różnice między ludźmi z ich duchowością, pozwoliła autorowi dojść do wniosku o szczególnym miejscu świętych w dniach ostatnich. Mieli oni dzięki swemu przedśmiertnemu posłuszeństwu być wyjątkową rasą o szczególnych prawach i szczególnych obowiązkach, oddzieloną od innych, mniej posłusznych i mniej pobożnych grup ludzi. Paradoksalnie Smith opowiada się za dopuszczeniem Afrykańczyków i osób afrykańskiego pochodzenia do chrztu. Na kartach swojej książki wyraża się jednak bardzo zdawkowo na temat ich miejsca i zadań w Kościele.
Dodatkowo książka dostarcza uzasadnienia rasistowskich ograniczeń obrzędowych, które swym zasięgiem wykraczają poza sam tylko kanon pism świętych. Odnosi się do dyskusji na ten temat toczących się w ścisłym kierownictwie mormońskim od dekad i próbuje pogodzić obecne w tychże dyskusjach sprzeczne stanowiska. Czyni to poprzez sformułowanie tak zwanej hipotezy o preegzystencji. Stwierdza w niej, że pozbawienie czarnoskórych wiernych prawa do posiadania kapłaństwa rzeczywiście było efektem grzechów popełnionych w życiu przedśmiertnym.