Przebieg powodzi był gwałtowny. „Trybuna Odrzańska” zamieściła wypowiedź gospodarza z Szybowic: „Wszystko to nie trwało dłużej niż 20 minut. Zanim zorientowałem się, że strumień przybiera, na podwórzu było już pełno wody. Wybiegłem na dwór żeby złapać kury i wypuścić świnie z chlewa.” Gospodyni dodała: „Gdy wychodziłam z obory porwało mnie i rzuciło na siatkę. Trzymając się jej, powolutku doszłam do domu sąsiadki. Nie zdążyłam wypuścić świń i poniosło je. Woda była tak wysoko, że popłynęły ponad ogrodzeniem klatek...” Ksiądz Marcin Bajer z Niemysłowic opisał powódź: „Niebo było wyjątkowo czarne. (...) W ciągu pół godziny ulewy, ludzie którzy weszli do kościoła nie mogli z niego wyjść. Potokiem i drogą szła wielka woda. Ludzie byli bezradni, nikt się tego nie spodziewał w to niedzielne piękne popołudnie. Poziom wody podnosił się coraz wyżej, woda przez okna wlewała się do domów zalewając podłogi, mebla i sprzęty. Panika ogarnęła ludzi, woda niosła gęsi, kury, kaczki, świnie. (...) To był biblijny potop na małą skalę. Wiele rodzin poniosło bardzo wielkie szkody i straty materialne.(...) Podobna klęska dotknęła Czyżowice, Prudnik, Szybowice. Droga do miasta była zamknięta. (...) Ręka Pańska nas dotknęła”.