Później urządzono dla nich kryjówki: na strychu, gdzie przechowywano siano, oraz w ziemiance wykopanej pod oborą. Rodzina ukrywała Żydów bezinteresownie. W złożonym po wojnie zeznaniu dla instytutu Jad Waszem Zwi Mroczkowski podkreślał także życzliwość, którą Wasilewscy na okazywali co dzień jemu i jego bratu.

Fakt, iż Wasilewscy ukrywali Żydów, stał się po pewnym czasie znany okolicznym mieszkańcom. Jeden z sąsiadów złożył na nich donos do niemieckiej żandarmerii. Uratował ich wtedy daleki krewny, który pracował na posterunku w charakterze tłumacza. Zdołał on przekonać Niemców, iż denuncjator zgłosił się na posterunek z prośbą o udzielenie zgody na ubój świni. Pewnego razu do gospodarstwa mieli także przybyć partyzanci z żądaniem wydania Żydów, czemu jednak Anna stanowczo się sprzeciwiła.