Ostatecznie Światowa Federacja i Najwyższa Rada Geniuszy przywracają porządek, a doktor Zibellus wynajduje szczepionkę, która przywraca radość życia sztucznie urodzonym.

Autor używa tu wielu neologizmów, opisując świat przyszłości, jak: astropilot, atomolog, psychochirurg, telefonowizogram, korkon, energon, pirogrom, ultraton, torpedon, torpedostratus, radiotelerix.

Odbiór Antoni Smuszkiewicz ocenia, że gdyby powieść ukazała się w roku ukończenia przez autora (rok po Schronie na Placu Zamkowym Ziemięckiego, a 3 lata przed Astronautami Lema), miałaby szansę zainaugurować nowy etap w rozwoju polskiej fantastyki naukowej, mimo że konstrukcja fabuły nie różni się specjalnie od schematów podobnych powieści katastroficznych dwudziestolecia międzywojennego (znajduje tu analogie do Czandu Stefana Barszczewskiego, Końca świata Tadeusza Konczyńskiego, Miasta światłości Mieczysława Smolarskiego i Huraganu ze Wschodu Wacława Niezabitowskiego). Krytyk ocenia, że powieść jest „hymnem pochwalnym na cześć nauki” i przykładem „powieści pogranicznej” łączącej stare z nowym. Niestety wydanie 9 lat po ukończeniu sprawiło, że w porównaniu z utworami Lema była anachroniczna i nie wywarła wpływu na polską powojenną s-f.