Znalezione ciało znajdowało się w drewnianej trumnie obitej ołowianą blachą. Mimo tego, że arkusz był zniszczony w okolicach stóp, ciało było zachowane w nadzwyczajnie dobrym stanie. Ciało było zawinięte w dwa całuny, które obecnie są przedmiotem wystawy w klasztorze. Początkowo, z powodu dziur w ołowiu w okolicach stóp, nie spodziewano się dokonać niezwykłego odkrycia, w związku z czym trumnę otwarto na miejscu wykopalisk. Po tym jak okazało się, że w środku były dobrze zachowane zwłoki, trumnę niezwłocznie przewieziono do chłodni. W związku z brakiem danych o tożsamości pochowanej osoby, nazwano ją jako „człowiek z St Bees”.
Zarówno trumna jak i jej zawartość zostały zbadane sądowo w przeciągu tygodnia po odkryciu. Odnotowano, że zaraz po odkryciu ciała, jego skóra wciąż była różowa i widoczne były tęczówki oczu. Wyniki przeprowadzonej w krótkim czasie po odkryciu ciała sekcji zwłok wskazywały na krwiak opłucnej spowodowany bezpośrednim uderzeniem w tułów jako najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci.