Megalomania autora przejawiała się także w zamieszczeniu w tomie własnej fotografii, co było społecznie akceptowalne jedynie w przypadku żyjących klasyków lub druków pośmiertnych.
Krytycy w przeważającej mierze skupili się na wstępie do drugiego tomu, wyrażając oburzenie. Część z nich wyśmiewała pisarza, inni obawiali się wpływu, jaki jego publikacje mogą wywrzeć na duchowieństwo i administrację. Zwrócono również uwagę na osobliwe metody marketingowe Liwanowa. Zachował się list, w którym autor oferuje zniżkę na swoje książki arcybiskupowi twerskiemu Sawie. O podobnych akcjach marketingowych na szerszą skalę donosiły gazety Sankt-Pietierburgskije wiedomosti i Sowriemeinnost´. Liwanow miał wykorzystać sekretarzy prawosławnych konsystorzy poszczególnych biskupstw do rozprowadzania swoich książek – mieli oni dostawać premię od sprzedaży. Gazety donosiły, iż Liwanow wysyłał książki wmawiając adresatom, że zgodę na rozprowadzanie wydali mu poszczególni biskupi.