Czyczkin trzymał w zębach druty, które prowadziły od materiałów wybuchowych zawieszonych na jego pasku.
Ze względu na to, że najbliższe lotnisko międzynarodowe znajdowało się w Rostowie nad Donem, mężczyznę namówiono, aby poleciał stamtąd. Podczas negocjacji funkcjonariuszom SBU udało się przekonać napastnika, aby uwolnił większość zakładników, zostawiając przy sobie nauczycielkę Tetianę Ustynową i dwójkę dzieci – Antona Chorta i Jewhena Asiejewa, z którymi postanowił udać się karetką do Rosji. Ambulans jako środek transportu wybrano w celu łatwiejszego przekroczenia granicy. Kierowca wraz z napastnikiem i zakładnikami dotarł na miejsce po pięciu godzinach.
Droga na lotnisko W międzyczasie ukraińscy funkcjonariusze organów ścigania próbowali dokonać uwolnienia zakładników. Aby zyskać na czasie próbowano zatrzymać po drodze samochód z terrorystą i zakładnikami. W pobliżu granicy zdecydowano się na próbę przeprowadzenia akcji. Kierowca ambulansu, w którym podróżował terrorysta, sfingował awarię samochodu, a Czyczkin zażądał innego pojazdu. W momencie, gdy terrorysta z zakładnikami miał przesiąść się do innego dostarczonego przez milicję samochodu, miał go zastrzelić snajper.