Jego rozmówcy albo uważali, że ogień wygasł albo, że grota dawno się zapadła albo sądzili, że po ogień można pójść, ale tylko przeszedłszy wcześniej przez wszystkie stopnie zjednoczenia z duchem Mitry. Synowie Teuty: Klaudiusz i Kwintyliusz uważali, że Wazamar szukał pozoru, by zmylić czujność szpiegów rzymskich. Anulinus z kolei brał te poszukiwania na serio, twierdząc, że pozór taki byłby zbyt naciągany. Klaudiusz Senecjo, żołnierz rzymski, który podczas wyprawy Septymiusza Sewera za Eufrat, spotkał tam ucznia czy towarzysza Chozroesowego o imieniu Manes, dowiedział się od niego, że Chozroes uważał podziemny ogień za iskrę, którą uwięziła w swym wnętrzu stygnąca Ziemia, gdy przed milionami może lat oderwała się sama od gwiazdy ognistej i przetworzyła w twardy grunt.
Pogląd synów Teuty przejął potem pierworodny syn Mitroanii, Septymiusz Senecjo, a po nim jego drugi syn, autor historii wojen rzymskich z Sarmatami za Waleriana, Galiena i Klaudiusza. W ostatniej księdze swego dzieła wyraził pogląd, że nikt naprawdę podziemnego ognia nie szukał, ani weń nie wierzył. Chozroes zaś po to rozsiewał wieści o nim, aby nieprzyjaciół utrzymywać w przesądzie, że jego wysokogórska siedziba to miejsce święte i straszne i odbierać im ducha do walki.