Ze względu na to, że Skowyt łączy liryczny patos z wulgaryzmami i karykaturalnym przedstawieniem świata to zaraz po publikacji uznano go za skandal.

Oskarżony poemat Na procesie sądowym z 1957 roku poemat Ginsberga Skowyt został uznany przez prokuratora za tekst „sprośny, wulgarny i obsceniczny”. Stroną procesową nie był Ginsberg, ale jego wydawca, też poeta z kręgu Beat Generation, Lawrence Ferlinghetti, właściciel wydawnictwa City Lights Bookstore, oraz Shigeyoshi Murao, który zajmował się dystrybucją i sprzedażą książki Skowyt i inne wiersze. Oskarżono ich o sianie zgorszenia i demoralizację, czyli potraktowano tak, jakby byli dostarczycielami pornografii.

Prokurator chciał za wszelką cenę dowieść, że Ginsberg był po prostu „zboczonym świntuchem”, a w dziele literackim nie powinna mieć miejsca jakąkolwiek sprośna dosadność. Dlatego wciąż domagał się od zeznających przed sądem ekspertów, by prostym językiem wyjaśniali, o co w danym fragmencie utworu chodzi. Zależało mu, by utwór Ginsberga został zdyskredytowany i by odmówiono mu rangi dzieła literackiego.