W domu panuje żałoba po śmierci najmłodszego dziecka, czteroletniego syna, jedynego chłopca. Rodzice mają jeszcze dwie starsze córki. Ojciec jest przygnębiony, a matka pogrąża się w rozpaczy. Matka w bólu mówi, że Bóg nie słucha modlitw matek. Zaczyna wątpić w istnienie życia po śmierci i pogrąża się w beznadziei. Nie zwraca uwagi na męża ani córki, żyjąc tylko wspomnieniami o synu.
W dniu pogrzebu, zmęczona, zasypia, a w tym czasie trumna zostaje zamknięta. Budzi się i chce zobaczyć dziecko, lecz mąż mówi, że to niemożliwe. Pogrzeb przebiega w milczeniu i bólu. Kobieta nie może zasnąć, więc nocą po cichu wychodzi z domu i idzie na cmentarz. Siada przy grobie syna. Pojawia się Śmierć w ludzkiej postaci i pyta ją: „Chcesz zejść do swojego dziecka?”. Kobieta zgadza się i zapada w ziemię, owinięta czarną peleryną Śmierci.
Trafia do wielkiej sali i trzyma w ramionach syna, piękniejszego niż kiedykolwiek. Słyszy muzykę zza czarnej zasłony prowadzącej do krainy wieczności. Syn mówi, że chciałby polecieć do Boga z innymi dziećmi, ale nie może, gdy matka płacze. Matka prosi, by został jeszcze chwilę. Z góry słyszy wołanie męża i szloch córek, przypominając sobie o żyjących dzieciach. Widzi przemijające postacie zmarłych.