Bartek Chaciński z „Polityki” wystawił albumowi ocenę 2/6. Napisał: „Całość jest, owszem, dowodem szacunku, jaki ma dla bohaterki młodsze pokolenie polskiej estrady. Tyle że zarazem potwierdza brak pomysłu na Rodowicz, co skazuje ją na nieustanne repertuarowe powtórki (…). A fakt, że żaden producent nie wykorzystał umiejętności Rodowicz i fal powrotów folków, by pokazać ją w bardziej surowych, prostszych aranżacjach, zakrawa wręcz na zbrodnię”. Krzysztof Nowak z „Gazety Wyborczej” ocenił: „Rodowicz wsadzono w garsonkę dyrektorki własnego muzeum piosenki, strzegącej swojego dorobku. Oczywiście pełnego cennych eksponatów i wartego zwiedzenia, ale niepasującego do artystki, która czuje obecne czasy i nie stroni od poszukiwań (…). Maryla Rodowicz i jej piosenki zasługują na lepszy benefis”. Dodał także: „Na płycie roi się od niezobowiązujących, odtwórczych pomysłów. A jak już pojawiają się świeże rozwiązania, to najczęściej tracą to, co było mocną stroną dawnego przeboju, a nie dają niczego lepszego w zamian”. Jarek Szubrycht z „Gazety Wyborczaj” ocenił, że płyta „nie jest dobra, bo w większości przypadków nie tyle reinterpretuje, ile psuje oryginały, ale pewnie spełni swoją rolę i pomoże dotrzeć wokalistce do nowej publiczności”.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Niech żyje bal (album) · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.