Tymczasem zaczął się głód i choroby w polskim obozie. Zaraza zabiła wiele koni. Królewicz Władysław leżał powalony tzw. „gorączką mołdawską”J. Pajewski, s. 99. Zrozumiano, że plan Chodkiewicza, by pokonać wroga w walnej bitwie był planem jedynym rozsądnym. I dlatego, gdy podczas narady 10 września wódz zaproponował nocny atak, wszyscy go poparli, a szczególnie hetman Konaszewicz-Sahajdaczny. Przygotowano ją na noc z 12 na 13 września, ale tuż przed atakiem przyszła gwałtowna ulewa i akcję trzeba było odwołaćGrunt stał się zbyt trudny dla koni, zwłaszcza husarskich, a Kozacy bali się, że zawilgnie im proch w samopałach.
Położenie pogarszało się nie tylko w polskim obozie. Turcy też cierpieli z niedostatku i chorób. Szerzyły się dezercje, gwałtownie słabło morale armii dowodzonej przez młodego, pozbawionego autorytetu Osmana II. Dlatego wielką radość w obozie wywołało przybycie 14 września namiestnika Budzina, , który uważał się za znakomitego wodza i zdołał przekonać sułtana, że rozbije pogardzanych przezeń Polaków od pierwszego uderzenia.
Wielkie natarcie Zaraz następnego dnia ruszyło wielkie natarcie. Tym razem Turcy uderzyli na centrum polskiej linii, ale nic nie wskórali. Polskie armaty czyniły ogromne wyrwy w stłoczonej masie janczarów, a jedna z kul zabiła samego Karakasza, co spowodowało nagłe zatrzymanie atakujących, a po chwili ich gwałtowną ucieczkę. Znów polski kontratak zadał wrogom ogromne straty.