Turcy zaatakowali, stosując własną taktykę, polegającą na podjeździe pod pozycje przeciwnika i zasypaniu go strzałami, po czym uchodzili na bezpieczne pozycje. Kolejne ataki przypuszczane były z różnych stron, tak że lepiej wyszkoleni i uzbrojeni krzyżowcy nie mieli możliwości bezpośredniego starcia. W pewnym momencie do ucieczki rzucili się Lombardczycy, pozostawiając na pastwę Turków kobiety i duchownych. Rajmund pozostawiony sam sobie zdołał na czele swojej świty przedostać się na pobliski pagórek, gdzie odpierał ataki do momentu nadejścia posiłków Stefana z Blois. Przez całe popołudnie krzyżowcy dzielnie odpierali ataki Turków, jednak z powodu ogromnych strat pod osłoną nocy wycofali się z pola walki. Turcy zdobyli obóz krzyżowców wycinając w pień mężczyzn i starsze kobiety, po czym rzucili się w pogoń za uciekinierami. Tylko rycerzom konnym udało się ujść z życiem. Piechota wybita została co do jednego żołnierza. Z Lombardczyków ocaleli tylko przywódcy. Straty szacowano na kilka tysięcy ludzi prawie 4/5 całej armii krzyżowców.