Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, stanowczo zaprzeczył, aby Maleszka faktycznie miał wpływ na linię redakcyjną pisma: „Maleszka – w sposób całkowicie moim zdaniem nieuprawniony, z wdziękiem typowym dla perfekcyjnego agenta – przedstawił się jako osoba, która ma wpływ na linię redakcyjną pisma, co nie jest absolutnie prawdą, co było nadużyciem i właśnie dlatego spotkałem się z Maleszką, dałem mu szansę złożenia dymisji, z czego on skorzystał” – powiedział Kurski.
Trzy dni przed emisją filmu, 20 czerwca 2008, „Gazeta Wyborcza”, według kierownictwa redakcji na prośbę Maleszki, rozwiązała z nim umowę o pracę. Jednak żona Maleszki zaprzeczyła, by inicjatywa zakończenia współpracy wyszła od niego.
Według kierownictwa gazety w latach 2001–2008 Maleszka nie publikował artykułów, a jedynie wykonywał prace pomocnicze (adiustacja tekstów). Decyzję o utrzymaniu zatrudnienia Maleszki podjęto wyłącznie ze względów „humanitarnych i socjalnych”. Według byłego przełożonego Maleszki, Aleksandra Kaczorowskiego, w rzeczywistości opublikował jeszcze co najmniej jeden tekst w „Gazecie Wyborczej”, recenzję książki „Niemiecka pamięć” (2002-05-31), podpisując go pseudonimem „Elem” (od swoich inicjałów).