Rzadko koncertował, a jego występy były bardzo krótkie. Cierpiał na chorobliwą nieśmiałość, do tego stopnia, że w studio nagrywał odwrócony do ściany, by uniknąć spojrzeń innych. Permanentnie pogrążony w depresji i wątpiący w swój talent, ostatnią płytę Pink Moon (1972), uznawaną za najlepszą, nagrał w dwóch dwugodzinnych sesjach (obie zaczęły się o północy) jedynie w obecności dźwiękowca. Po jej nagraniu postanowił, że porzuci zawód muzyka i zostanie programistą, ewentualnie będzie pisał dla innych. Te plany jednak nigdy się nie spełniły. Artysta coraz bardziej pogrążał się w depresji i pozostawał w kontakcie już tylko z najbliższymi przyjaciółmi jak John Martyn, który na swoim albumie Solid Air umieścił piosenkę opowiadającą o Drake'u.
W 1974 roku Drake powrócił na chwilę do życia i zajął się pisaniem materiału na nową płytę, ale w nocy z 24 na 25 listopada umarł z powodu przedawkowania antydepresyjnego leku Tryptizol. Do dziś nie wiadomo, czy było to samobójstwo, czy wypadek. Ówczesne leki przeciwdepresyjne było łatwo przedawkować – już niewielka dawka ponad zalecaną mogła spowodować śmierć.