Po 3 miesiącach błądzenia po oceanie statek został zaatakowany przez jednostkę straży przybrzeżnej a następnie doholowany do portu.

Tam rozegrał się właściwy dramat niewolników, stający się horrorem politycznym, ponieważ o prawo do statku oraz znajdujących się na nim osób wszczęło sądowy spór kolejno kilka osób: marynarze Ruiz i Montes, którzy jako pierwsi weszli na statek po jego przybyciu do wybrzeży USA, następnie królowa Hiszpanii, Izabela II ogłosiła prawo własności do statku aż wreszcie rząd USA zgłosił swoje pretensje do La Amistad. Podczas całego sporu Afrykańczycy byli więzieni i groziła im śmierć. Dopiero zaangażowanie początkującego prawnika Baldwina, który nie potrafił dłużej biernie obserwować udręki uwięzionych niewinnie ludzi odmieniło bieg sprawy. Zaprzyjaźnia się on z Afrykanami i z pomocą wpływowych polityków, w tym byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Quincy Adamsa udaje mu się w końcu udowodnić, że przebywający na statku ludzie znaleźli się tam w wyniku przestępstwa. Chociaż niewolnictwo zostało zdelegalizowane i zabronione prawem, handlarze niewolnikami nadal uprawiali ten nielegalny proceder. Niewolnicy pochodzili z Sierra Leone tam zostali napadnięci i uwięzieni. Według prawa amerykańskiego mieli prawo do buntu na pokładzie statku w celu uwolnienia się z niewoli.