Atak kuszników genueńskich Kusznicy genueńscy, choć świetnie wyszkoleni i zdyscyplinowani, wyczerpani byli wielogodzinnym marszem, podczas którego musieli sami dźwigać swą ciężką broń. Dodatkowo tuż przed pierwszym starciem potężna ulewa rozmoczyła cięciwy ich kusz (łucznicy angielscy szybko cięciwy zdjęli i na czas deszczu ukryli w hełmach). Dowodzący Genueńczykami Antonio Doria i Carlo Grimaldi, pomimo iż sygnalizowali te problemy, otrzymali rozkaz ataku. Zmęczeni kusznicy z bojowym okrzykiem na ustach ruszyli do przodu, znajdując się z góry na przegranej pozycji. Nie dość, iż musieli się wspinać po śliskim zboczu, to cel z powodu oślepiających promieni zachodzącego słońca był dla nich słabo widoczny. Około 130 metrów od linii nieprzyjaciela oddali pierwsze strzały. Namoknięte cięciwy straciły jednak elastyczność i bełty spadały przed angielskimi szeregami. Z kolei już pierwsze salwy łuczników Edwarda III zebrały straszne żniwo – setki rannych i zabitych Genueńczyków padło na ziemię. Przestraszony Doria zarządził odwrót, co poczytane zostało przez Filipa VI za dezercję. Król wysłał do boju rwącą się do walki, zniecierpliwioną francuską jazdę.