Na południu Francji (gdzie protestantów było najwięcej) rolę „misjonarzy” pełniło wojsko królewskie (dragoni), którzy rozpętali terror (tzw. „dragonady”: znęcanie się, pobicia, konfiskaty, zabójstwa itp.) przeciwko opornym kalwinistom. Do szykan należało kwaterowanie dragonów w domach protestantów i na ich koszt, gdzie np. biciem w bębny uniemożliwiali gospodarzom sen. Dzieci były często odbierane protestanckim rodzicom i oddawane na wychowanie do katolickich zakonów. Za posiadanie ksiąg „heretyckich” groziła kara śmierci; wojsko szablami „zapędzało” opornych na msze.

We wsiach trudniej było narzucać rekatolicyzację; tam też kultywowano protestantyzm w ukryciu. Nabożeństwa (także śluby i chrzty) odprawiano w odludnych, trudno dostępnych i strzeżonych miejscach, początkowo tylko w nocy, później także w dzień. Wygnanych pastorów zastępowali wierni, szerzył się mistycyzm i proroctwa. Przedmioty, związane z kultem (biblie, kielichy, modlitewniki) ukrywano w przemyślnych skrytkach (znane są np. kielichy "rozmontowywane" na części w celu lepszego ukrycia, kazalnica udająca skrzynię i biblie protestanckie, ukryte wewnątrz katolickich książek).