próbowała też sprzedawać jego obrazy. Zmarła jednak na raka cztery lata później i Rousseau musiał zaczynać życie od nowa. Wrócił do udzielania lekcji gry na skrzypcach, rysunku i malowania. Nie przynosiły mu one spodziewanego dochodu, podobnie jak malowane przez niego obrazy. W obliczu narastającej wobec niego wrogości, tak ze strony prasy, jak i publiczności, grupa artystów i pisarzy, świadoma jego talentu, postanowiła przyjąć go do swego grona jako swoistą maskotkę awangardy. Pierwszym, który wprowadził Rousseau na intelektualne salony Paryża, był pisarz Alfred Jarry. Obaj zaprzyjaźnili się, choć dzieliła ich różnica wieku, wynosząca 30 lat. To Jarry (również pochodzący z Laval) nadał Rousseau przydomek „Celnik” (Le Douanier). Rousseau zaczął pojawiać się, często nieproszony, na sobotnich przyjęciach wieczornych, organizowanych przez Gauguina, podczas których nawiązywał pomyślne kontakty z osobistościami takimi jak Strindberg, Degas czy Mallarmé. Czasami przynosił skrzypce i dawał krótki koncert.

Legendarna naiwność i prostolinijność Rousseau była równie niezrozumiała dla jego współczesnych, co i dzisiaj. Była też przedmiotem żartów z jego osoby, czasem niemiłych.