W czasie nocy jeden z okrętów przyniósł wiadomość, że de Ruyter także odniósł zwycięstwo, tak więc ogarnął Trompa euforyczny nastrój.

To się nagle zmieniło po natrafieniu na dryfujący okręt flagowy z umierającym Tjerkem Hiddesem. Nagle ogarnęła go obawa, że jest jedyną pozostałością po flocie holenderskiej i że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Znajdujące się za nim te okręty angielskiej ariergardy, które zachowały zdolność bojową, skierowały się na wschód. Wszędzie na horyzoncie widać było angielskie bandery. Z przodu innych wrogich eskadr na pewno go oczekiwano. Wściekle manewrując, Tromp, pijąc przy tym dużo dżinu dla poprawienia stanu swoich nerwów, wymknął się wszelkim próbom schwytania go w pułapkę i o 6:00 rano doprowadził swoją eskadrę bezpiecznie do holenderskiego portu Vlissingen (historyczna angielska nazwa: Flushing). Tam, z wielką ulgą, trafił na resztę holenderskiej floty.

Trompowi zajęło 6 godzin by zebrać się na odwagę i stanąć osobiście przed de Ruyterem. Było dla niego oczywiste, że nigdy nie powinien był sobie pozwolić na całkowite oddzielenie się od sił głównych.