Lektura „Samotnego rejsu” jest miejscami trudna. Teliga, pochodzący z biednej robotniczej rodziny, był niewątpliwie związany ze środowiskiem lewicowym w Polsce i w dobrych układach z władzą. Trudno określić, na ile szczere, a na ile z konieczności zawarte są w jego książce opisy spotkań z marynarzami – jeśli jest to jednostka bandery zachodniej, to mowa tylko o sympatycznych gestach pozdrowienia, natomiast przy spotkaniach (kilkakrotnych) z jednostkami sowieckimi „skurcz wzruszenia chwytał za gardło”. Teliga notorycznie słuchał w czasie rejsu radia Moskwa, odbierając jego fale nawet na antypodach. Jeśli jednak odrzuci się tę całą ideologiczną otoczkę, to z pozostałej części lektury widać, jak wielką wiedzą i doświadczeniem musiał się charakteryzować ten żeglarz, skoro porwał się na tak trudny, samotniczy rejs bez wsparcia po drodze, na małym i w dodatku drewnianym jachcie. W tamtych czasach był to duży wyczyn.
Znaczenie Rejs „Opty” dopisał Teligę do listy kilkunastu żeglarzy z pięciu krajów, którzy przed nim opłynęli samotnie kulę ziemską i był przedsięwzięciem prawie całkowicie indywidualnym, począwszy od etapu przygotowań.