prokuratura uznała wówczas, że inwigilacja była błędem, a nie przestępstwem. W 2005 po objęciu rządów przez braci Kaczyńskich wrócono do sprawy. Jednak wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie opublikowano materiałów z „szafy Lesiaka”, które pozostały tajne. Prokuratura postawiła jednak Lesiakowi zarzuty, a 20 września 2006 rozpoczął się jego proces. Lesiak został w nim oskarżony o przekroczenie w latach 1991–1997 uprawnień, m.in. przez stosowanie technik operacyjnych i źródeł osobowych wobec legalnie działających partii politycznych, za co grozi mu do 3 lat więzienia. W pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył postępowanie ze względu na przedawnienie karalności czynu. Uznał zarazem, że Lesiak złamał prawo, przekraczając swoje uprawnienia, dezintegrując legalnie działające partie polityczne. Jednocześnie oczyścił go z zarzutu o udział w wypadkach losowych liderów partii politycznych (m.in. spowodowanie wypadków samochodowych i włamań do mieszkań). Podając ustne motywy takiego rozstrzygnięcia, wskazał, że czyny zarzucane Lesiakowi przedawnione były już w momencie stawiania zarzutów w 2001 (za czasów urzędowania Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości).