Sytuacja była więc poważna, według szerokiej opinii ekspertów z MFW i Banku Światowego skali hiperinflacji nie dało się ograniczyć metodą stopniowego ograniczenia tempa wzrostu, jak na Węgrzech, ponieważ skala inflacji w Polsce była zbyt duża – na Węgrzech obserwowaliśmy wzrost cen w skali roku o kilkadziesiąt procent, w Polsce zaś ten wynik uzyskiwaliśmy w ciągu miesiąca. W tym celu, od 1 stycznia 1990 roku, rząd wprowadził progresywne opodatkowanie ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń w przedsiębiorstwach państwowych. Podniesiono oprocentowanie kredytów do poziomu spodziewanej stopy inflacji, ograniczono subsydia z NBP. Przede wszystkim ustanowiono sztywny kurs złotego, który odpowiadał 9,5 tys. zł. za dolara. Zredukowano zatrudnienie w państwowych przedsiębiorstwach, także ograniczono dotację do węgla i paliw.

Przyjęte metody chwilowo doprowadziły do destabilizacji gospodarczej – wzrost bezrobocia (pod koniec 1990 r. 1 milion osób bezrobotnych), spadek podaży (produkcja przemysłowa sprzedana zmniejszyła się w 1990 o 23%), wzrost cen, spadek płac realnych i wiele innych negatywnych skutków nazwanych przez L. Balcerowicza „szokiem kontrolowanym”. Pomimo wszystkich niedogodności metody Balcerowicza zadziałały: w styczniu 1990 r.