Zjawisko picia eteru występowało także na Suwalszczyźnie, Huculszczyźnie, Beskidach, Kujawach, Pomorzu i okolicach Częstochowy.

Eter pochodził głównie z przemytu z Niemiec. Przemycano go przez granicę polsko-niemiecką, czasem również z terenu Czechosłowacji. Lokalne władze szacowały skalę przemytu na tysiące kilogramów rocznie. Eter przenoszony był głównie przez mieszkańców rejonów przygranicznych. Do transportu przez „zieloną granicę” używano też specjalnie tresowanych psów. Zarówno ludzie, jak i psy, przenosili „towar” w wypukłych blaszankach o specjalnie wyprofilowanym kształcie, przylegających ściśle do ciała i przymocowanych doń rzemieniami, zwane w miejscowej gwarze przemytniczej blachanami. Czasem posługiwano się skrytkami w samochodach, odnotowano też przypadki transportu kolejką linową, rozpiętą nad graniczną rzeką.

Eter rozwożono po wsiach furmankami, dystrybucją zajmowali się wędrowni handlarze, kataryniarze, żebracy. Na terenie poszczególnych wsi eter rozdzielany był detalicznie w umówionych lokalach, zwanych kapliczkami. Były to zarazem miejsca sprzedaży, jak i spożywania eteru.