Przy posiadanych siłach nie widział możliwości forsowania Wisły i ponownego ataku na Warszawę. Postanowił poczekać na przybycie posiłków z głębi Rosji, lecz z nadejściem wiosny w armii rosyjskiej wybuchła przywleczona z Bałkanów epidemia cholery.

W efekcie armia Dybicza została zaskoczona polską ofensywą na początku kwietnia (m.in. porażki w bitwach pod Dębem Wielkim i Iganiami), jednakże nieudolność i brak zdecydowania polskiego dowództwa spowodowała, że rozbiciu uległ tylko jeden korpus rosyjski. Po tej nauczce Dybicz odsunął swoje wojska na wschód, czekając na nadejście obiecanych posiłków. W maju na wieść o kolejnej polskiej ofensywie przeprowadził szybko koncentrację swych sił i forsownymi marszami wyruszył na pomoc atakowanemu przez powstańców korpusowi gwardii nad Narwią. Rosyjska gwardia, wobec nieudolności polskiego Naczelnego Wodza gen. Jana Skrzyneckiego uniknęła zagłady i połączyła się z Dybiczem. Wzmocniony w ten sposób Dybicz zaatakował główne siły polskie pod Ostrołęką. Rosjanie odnieśli zwycięstwo, jednak powstańcza armia nie została zniszczona, a Rosjanie też ponieśli ciężkie straty.