W przeciwnym wypadku gdy postępują: subiektywizacja w spojrzeniu na „synchroniczność” i mnożenie jej postrzegania w każdych nawet luźno skojarzonych zdarzeniach, to być szkodliwe i prowadzić wręcz do paranoi, czy też, według innych, to właśnie w czasie dla danej osoby kryzysowym mają jakoby zbierać się wokół niej liczne synchroniczności. Z kolei w zasadzie przyczynowości (m.in. w kulturze Zachodu) przez wieki wypracowano metodę jasnego spójnie logicznie uzasadnionego wnioskowania na temat łańcucha bezpośrednio zależnych od siebie zdarzeń, co więcej wnioskowania powtarzalnego w bardzo podobnych warunkach i w sposób ewidentnie nielosowy, maksymalnie uniezależniany obserwatora i jego związków kulturowych, więc wykrywane związki nie są jak synchroniczności: nieprzywoływalne deterministycznie, ulotne, jednorazowe, więc wręcz niemożliwe do badania naukowego bez odpowiedniego aparatu zakorzenionego w kulturze.

Synchroniczność w Europie Termin synchroniczność po raz pierwszy został wprowadzony w Europie przez psychiatrę i psychologa Carla Gustava Junga w 1930 roku w mowie na cześć Richarda Wilhelma – ewangelickiego misjonarza (do ówczesnych Chin), z którym razem zafascynowali się i próbowali zrozumieć zasadę chińskich wróżb Yijing, co mogło dać przyczynę dla kolejnych prac Junga o synchroniczności.