Rzeź koni przeprowadzono z niezdarnym okrucieństwem. Wierzchowce zaciągano na brzeg urwiska nad plażą, tam strzelano je i strącano w dół, gdzie wyznaczeni żołnierze drewnianymi młotami dobijali te, które jeszcze żyły. Z niejasnych przyczyn kazano żołnierzom w pewnym momencie odłożyć pistolety i zacząć podrzynać koniom gardła przy pomocy pałaszy. Przerażone zwierzęta, widząc co dzieje się z innymi, rzucały się i kwiczały w panice, póki same nie zostały zarżnięte.

Moore obawiał się, że większości piechoty nie uda się – śladem kawalerzystów – zaokrętować bez walki z nadciągającymi Francuzami, a zwiad informował, że idące przodem dywizje generałów Merle'a i Mermenta są tuż. W nocy z 15 na 16 stycznia wysadzono w powietrze 4000 beczek prochuWybuch był tak silny, że w mieście wyleciały wszystkie szyby, a ranem dostrzeżono nadciągające od wschodu czołówki korpusu Soulta.