Greg Kot napisał w „Chicago Tribune”: „Muzyka chwilami przesadzona i nieustępliwie pozbawiona humoru, niemniej jednak w najlepszych momentach wywiera hipnotyczną moc”.
W mniej entuzjastycznej recenzji dla „Entertainment Weekly” David Browne stwierdził, że Pearl Jam jest pochodną „innych rockmanów z północnego zachodu, takich jak Soundgarden, Alice in Chains i nieistniejącego Mother Love Bone” i uznał, że „dowodzi to, że prawie wszystko może zostać wykorzystane i opakowane”. „NME” oskarżyło Pearl Jam o „próbę kradzieży pieniędzy z kieszeni młodych alternatywnych dzieci”, a recenzentka Angela Lewis uznała, że zespół nie jest godny porównania z Nirvaną i Soundgardenem. Kurt Cobain z Nirvany ostro zaatakował Pearl Jam, twierdząc, że zespół stał się komercyjny i sprzedał się oraz argumentował, że Ten nie jest prawdziwym albumem alternatywnym, ponieważ ma tak wiele wybitnych solówek gitarowych. Robert Christgau, piszący w „The Village Voice”, przyznał albumowi ocenę „B−” i postrzegał go jako kolejny z „mnóstwa albumów z Seattle”, które „modulują ten sam błędny etos”, który, jak powiedział, był raczej „hipisowski” niż „punkowy”. Christgau opisał to jako „muzykę taneczną San Francisco”, której „wyróżniające cechy” mogą być rozpoznane przez słuchaczy tylko wtedy, gdy „wezmą odpowiednie narkotyki”.