Idący znad Skaldy książę Sasko-Koburski, który prowadził 52 000 żołnierzy austriackich i holenderskich, spóźnił się i nie zdołał uratować Charleroi. Po połączeniu z armią księcia Orańskiego siły sprzymierzonych wzrosły do 100 000 żołnierzy. Po przybyciu w okolice utraconego miasta wódz austriacki podzielił swą armię na 9 kolumn i zaatakował Francuzów. Książę Orański, mający 40 000 żołnierzy, natarł na dywizję Montaigu, natomiast Quosdanowicz i Kaunitz zaatakowali Morlota. Trzy kolumny dowodzone przez arcyksięcia Karola uderzyły na prawe skrzydło. Dowództwo sprzymierzonych zamierzało tym koncentrycznym natarciem odzyskać utracone miasto Charleroi. Sprzymierzeni uderzając ze szczególną mocą na oba skrzydła armii Jourdana liczyli na jej oskrzydlenie.

Mniej więcej w południe Jourdan, widząc oba swoje skrzydła znajdujące się w ciągłym odwrocie, użył swych potężnych odwodów. Dywizja Klébera ruszyła na skrzydło wojsk księcia Orańskiego i przebiła się, zagrażając tyłom sprzymierzonych. Zagrożeni odcięciem Austriacy i Holendrzy zostali w tym miejscu zmuszeni do odwrotu. W centrum walczące ostatkiem sił dywizje Morlota i Championneta wsparła część dywizji Habry'ego oraz jazda Dubois, dzięki czemu Francuzom udało się tutaj odrzucić Quosdanowicza i Kaunitza, a następnie samym ruszyć do kontrnatarcia.