Z usposobienia był bardzo łagodny.

Choroba delfina bardzo martwiła jego rodziców. Ludwik XVI często zaniedbywał sprawy państwowe aby móc czuwać przy chorym synu. Królowa opisywała niezwykle cierpienia Ludwika Józefa w liście do cesarza: "Ciało ma skręcone, jedno ramię wyżej od drugiego, a kręgosłup zgięty i wystający. Przez jakiś czas miał nieustannie gorączkę, w wyniku której jest bardzo wątły i słaby." Wszyscy z otoczenia rodziny królewskiej byli przekonani, że delfin długo nie pożyje. Niektórzy przyjmowali ten fakt z radością twierdząc iż jego brat, Ludwik Karol, znacznie zdrowszy i pełen życia, ma lepsze predyspozycje do zostania królem. Objawy choroby, na którą cierpiał delfin, wskazują, iż była to gruźlica kręgosłupa.

Śmierć Nadzieję na wyzdrowienie Ludwika Józefa pokładano w jego wyjeździe do zamku Meudon, rezydencji delfina. Miano nadzieję, że tak jak Ludwik XVI odzyskał tam kiedyś zdrowie, tak i jego syn powróci do pełni sił. Pod koniec życia delfin nie mógł już chodzić, więc poruszał się na wózku. Osoby związane z Ludwikiem opowiadały o niespotykanej dobroci księcia.