O godzinie 14:30 74 podróżnych zajęło miejsca w samolocie mającym odlecieć do Tampy. Na pokładzie znajdowało się m.in. troje dzieci i pięcioosobowa załoga. W kwadrans później kapitan ponownie zarządził odśnieżanie maszyny. Najpierw oczyszczono jej lewą stronę. Mechanicy nie zabezpieczyli jednak w żaden sposób silników samolotu. O godz. 15:10 uznano, że oczyszczanie samolotu zostało zakończone. Personel naziemny zgłosił jedynie warstwę "niewielkiego pyłu" śniegowego na skrzydłach.

Port lotniczy został otwarty o 14:53. O godzinie 15:15 wszystkie wejścia do samolotu zostały zablokowane i po ośmiu minutach rozpoczęto wypychanie (ang. push-back). Maszyna kołowała za DC-9 nowojorskich linii lotniczych (New York Air) - była szesnastą w kolejce do odlotu.

W trakcie procedur kołowania na pas, na kadłubie i skrzydłach Boeinga 737 w dalszym ciągu tworzyła się warstwa śniegu i lodu. Kapitan Wheaton zadecydował o użyciu gorącego strumienia gazów spalinowych, wylatujących z silników kołującego przed nim DC-9 jako sposobu na stopienia warstwy śniegu na swoim samolocie.

Start i katastrofa Godzina 15.38. Samolot skończył kołowanie, zajmując miejsce startowe na pasie nr 36. W tym momencie rejs nr 90 miał ponad półtorej godziny opóźnienia.