Eginea oddala się, by posłuchać przed snem słowika.
Scena III W innej części ogrodu Eginea przysłuchuje się poruszeniom swego serca. Nadchodzi Tyrtej i wyrzuca jej, że oburzyła się na wrzucenie kamyka do jej ogrodu. Dziewczyna skarży się, że wprowadziła w błąd ojca i siostrę, po to by słuchać wyrzutów. Tyrtej pytany o to co robił opowiada o ludziach pełnych zazdrości spotkanych w ciągu dnia i o tym, jak zerwał kwiat i rzucił przez parkan, by móc odpowiedzieć na pytanie: co robiłeś? Skarży się na dwulicowość Ateńczyków, którzy po jego wyniesieniu hołubią go, choć dopiero co nim pomiatali. Wieści, że lira współczesnych poetów jest krucha i drewniana, a oni sami nie giną od lwów, lecz są deptani przez bydło. Orfeusz potrafił wstrząsnąć swą pieśnią potworami i wcale im się nie kłaniał. Jego współczesny naśladowca, podążając jego śladem, zachowuje się jak poddany. Dlatego prawdziwi poeci rodzą się na pustyni, gdy już prawdziwych poetów nie ma. Tyrtej zaplątuje się w gałęzie lauru, z których Eginea go wydobywa, a on myli przy tym rym. Nie tego oczekiwał od kobiety, ale bez niej nawet wyrocznia delficka nie ma mocy.