Proces trwał ponad trzy miesiące. Na ławie oskarżonych zasiadło stu dziewięćdziesięciu trzech rewolucjonistów. Sala sądowa była tak zatłoczona oskarżonymi, że nie starczyło miejsca dla publiczności. Obrady sądu odbywały się więc przy drzwiach zamkniętych, chociaż wcześniej oficjalnie zapowiedziano proces publiczny. Po odczytaniu aktu oskarżenia oznajmiono, że oskarżeni zostali podzieleni na siedemnaście grup, które będą sądzone oddzielnie. Oskarżeni zaprotestowali domagając się wspólnego sądu. Wówczas do sali sądowej wkroczyli żandarmi i siłą wyprowadzili oskarżonych. Rewolucjoniści postanowili dobrowolnie nie wchodzić na salę obrad, na następne rozprawy wnoszeni byli przez żandarmów. Z ławy oskarżonych występowali oni przeciwko sędziom, lżyli senatorów, manifestowali swą pogardę dla "przekupnego sądu carskiego".
Po tym, jak jednemu z oskarżonych Hipolitowi Myszkinowi sąd odebrał prawo głosu, powiedział on: "Teraz mam zupełne prawo powiedzieć, że to nie sąd tylko zwykła komedia lub coś gorszego, bardziej wstrętnego, haniebnego niż dom publiczny: tam kobieta z nędzy kupczy swym ciałem, a tu senatorowie przez podłość, przez karierowiczostwo, dla rang i wysokich pensji kupczą wszystkim co dla ludzkości jest najdroższe".