Adaptacja tych niszczycieli do służby była mniej kosztowna niż budowa nowych jednostek. Pod koniec służby utrzymanie tych okrętów stało się trudne ze względu na bardzo słabą kondycję wielu jednostek, nadwerężonych w czasie I wojny światowej. W wielu przypadkach proces przywracania do służby zajmował prawie rok. Dodatkowo były to największe i najbardziej skomplikowane okręty operujące w ramach Straży Przybrzeżnej, co niosło ze sobą duże problemy kadrowe. W rezultacie Kongres autoryzował setki nowych etatów. Właśnie ci nowi, niedoświadczeni członkowie Straży Przybrzeżnej stanowili głównie obsadę niszczycieli.

Niektóre z tych niszczycieli pochodziły z czasów sprzed I wojny światowej. Miały wyporność 742 ton i maksymalną prędkość 25 węzłów, co było przydatne w pościgach za przemytnikami. Mogły być jednak łatwo wymanewrowane przez mniejsze jednostki. Z tego powodu główną misją niszczycieli było zwalczanie dużych statków zaopatrzeniowych i zapobieganie wyładowywaniu towarów z dużych na małe statki dostarczające alkohol na brzeg.