Przez pierwsze dwa tygodnie obrońcy nie wychodzili poza mury. Do obozów oblegających swobodnie chodzili za to chrześcijańscy mieszkańcy miasta, dzięki czemu Turcy mieli dokładne informacje o siłach napastników. Później obrońcy zaczęli nękać krzyżowców atakami, przede wszystkim przy pomocy łuczników, ostrzeliwując ich obozy z bezpiecznych pozycji. Obóz Boemunda był regularnie ostrzeliwany z góry Staurin, zaś obóz Rajmunda z Tuluzy i Ademara ze wschodniego brzegu Orontesu. Jednocześnie Turcy zaczęli wyłapywać pojedynczych krzyżowców, którzy oddalili się od obozów. By przeciwdziałać tym atakom, krzyżowcy zbudowali most łyżwowy przez Orontes, naprzeciw bramy Książęcej, dzięki czemu oprócz możliwości kontrataku zdobyli też łatwą drogę do portów nad Morzem Śródziemnym, gdzie przed połową listopada w nieznanych okolicznościach opanowali port Saint-Simeon. Droga ta stała się główną trasą zaopatrzeniową ich armii.
17 listopada do portu przybyły genueńskie statki z zaopatrzeniem i rzemieślnikami. Dzięki nim zbudowano prowizoryczną warownię na stokach Staurinu (nazwaną przez nich Maregardem), która miała zabezpieczyć obóz Boemunda.