Po pewnym czasie Michał Goleniewski zaczął twierdzić, że jest cudownie ocalałym carewiczem Aleksym, zbiegłym do Polski w 1917 roku. We wrześniu 1964 roku, obwołano go nawet następcą tronu Rosji. Wraz z utwierdzaniem swych roszczeń do korony rozszerzał swoje oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego. Objął nimi m.in. profesora Harvardu Henry’ego Kissingera, późniejszego sekretarza stanu USA oraz oficera brytyjskiej tajnej służby (Secret Service – MI5, następnie jej szefa), Michaela Hanleya. Budziło to coraz większe wątpliwości oficerów pracujących z Goleniewskim, a niektórzy uważali go nawet za schizofrenika.

Innego zdania byli James Jesus Angleton i późniejszy dyrektor CIA, Richard Helms. Obaj twierdzili, że zachowanie Goleniewskiego było sprytną grą, maskującą fakt, iż cały czas podlegał kontroli KGB, które za jego pośrednictwem zdecydowało się wydać część swojej agentury. Potwierdzał to jego były zwierzchnik, pułkownik Witold Sienkiewicz:

Sprawa Michała Goleniewskiego miała być specjalną kombinacją operacyjną, przeprowadzaną przez wywiad polski, Departament I MSW, wspólnie z wywiadem Związku Radzieckiego I Zarząd Główny KGB. Myślę, że Goleniewski nie był większym wariatem niż my wszyscy.