chodziło nam o utrwalenie na taśmie pewnych form istnienia. I nie chodzi tu nawet o poszczególne dzieła architektury, ale raczej o miasto jako całość, o dzielnice zamieszkane przez najuboższych, bo są najstarsze, jeszcze nie zmodernizowane. Podczas pracy nad „Kwiatem tysiąca i jednej nocy” gorzko rozczarowały mnie wszystkie cztery kraje, w których byliśmy: w Jemenie Północnym i Południowym, w Persji i Nepalu. Zniszczono wszystko, co przypominało przeszłość. W Nepalu i Jemenie wyczuwa się miejski snobizm, który przywodzi na myśl miasta Zachodu. Sami tubylcy nie chcą już żyć w ubóstwie. To oczywiście zrozumiałe, ale nie musi wcale oznaczać, że zrównuje się z ziemią całe miasta… Na pewno istnieje rozwiązanie pośrednie. Jeszcze do nich nie dotarło, że przepiękne budynki, które teraz burzą, żeby zrobić miejsce nowoczesności, za dziesięć lat mogą się okazać dla kraju źródłem dochodów, kiedy zacznie się rozwijać przemysł turystyczny. (…)W dzisiejszych czasach nie ma kultury Wschodu i Zachodu, granice zatarły się już dawno temu. Teraz mamy jedną, wspólną, wszechogarniającą kulturę.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Mury Sany · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.